środa, 30 sierpnia 2017

Rozdział czwarty

Często się kłócili. Czasami były to przepełnione napięciem rozmowy w ciasnej kuchni, pomieszczeniu najbardziej oddalonym od jej pokoju. Zdarzały się też jednak głośne wymiany zdań, dźwięki tłuczonego szkła, mieszające się z przekleństwami. Kiedy przychodził ranek, pozostawało tylko tłumaczenie. Wazon, który dostali od babci, rozbił się z powodu przeciągu, a mama miała rozcięcie na policzku, bo próbując go złapać, podrapała się niechcący paznokciem. Z tym, że mama miała zawsze krótkie paznokcie. Inaczej ciężko by jej było utrzymywać cały dom we względnym porządku.
 I gdzie w tym wszystkich tata?
Przecież słyszała go w nocy, bardzo, bardzo donośnie. Krzyczał, jakby to mama była odpowiedzialna za przeciąg.
Bywały też chwile, kiedy w jej sercu kształtowała się malutka, bardzo strachliwa nadzieja, że im na sobie zależało.
– Jesteś dla mnie wszystkim, wiesz o tym? – mówiła mama cicho, a dźwięk wylatywał niespostrzeżony przez uchylone drzwi sypialni, docierając do drobnych uszu podsłuchiwacza.
I chociaż słowa rozpływały się w ciszy, to podsłuchiwacz miał równie płoche przeczucie, że ta cisza słuchała, przyjmowała do wiadomości, może nawet w jakiś sposób odpowiadała. Może odpowiedzią był właśnie brak głośnych wymian zdań, brak przekleństw i tuszowanych kłamstwami zadrapań. W końcu tym tata obdarowywał właśnie ją, a mama twierdziła, że tata ją kochał.
Tata też czasami tak twierdził.
A potem przyszedł wieczór. Inny niż wszystkie poprzednie, trochę za cichy w słowach, za głośny w gestach i działaniach. Dźwięk ubrań wpadających do walizki, nerwowe kroki taty, przemierzającego mieszkanie w tę i z powrotem, otwierane szafki, przesuwane rzeczy, urywane bluźnierstwa, kiedy schylał się i prostował z pustymi rękami, nie znajdując szukanej rzeczy. Stała na korytarzu, obserwując tatę, nie otrzymując żadnego spojrzenia w zamian. Czasami była potrącana, czasami zdążyła się usunąć. Była jedynie ruchomą przeszkodą, nie do końca widoczną. Dźwięk zasuwanego zamka, zarzucanej na ramię torby.
– Idę się przejść – oznajmił. – Powiedz to mamie, jak wróci z pracy.
Zerknął na nią z grymasem na twarzy, cały zmarszczony (mama mówiła, że to od papierosów) i przerażający przez cień, który czaił się w jego oczach.
– Po co ci te wszystkie rzeczy na spacer, tato? – zapytała tylko dlatego, że strach przed słusznością swojego przeczucia, był większy niż strach przed cieniem w oczach.
Tata nie odpowiedział, ruszył jedynie przed siebie, cmokając z niezadowolenia na odchodne.
Mama bardzo płakała z powodu spaceru taty. A ona chciała być silna dla mamy i nie płakać, ale kiedy ta objęła ją mocno ramionami, poczuła ich drżenie, usłyszała urywany, bezsilny szloch kobiety, która zawsze była dla niej oparciem, ciężko było jej tę siłę utrzymać. Rozpacz przelała się również do jej serca. Opierały się o drzwi wyjściowe, przytulone do siebie, a podsłuchiwacz pomyślał, że jeśli długo tak będą płakać, to tata nie będzie miał jak wejść do mieszkania, kiedy już wróci ze spaceru.

Shikamaru doskonale pamiętał pierwszą walkę z Akatsuki. Jej przebieg, niesamowite umiejętności przeciwników, poczucie bezsilności, otępiający wysiłek i strach przed przegraną. Pamiętał również gorzki smak w ustach i nieprzerwany ból we wnętrznościach, kiedy Asuma umierał w jego ramionach. To wszystko gdzieś kotłowało się w jego głowie, przeważnie zakopane nowymi zdarzeniami, teraz jasno i wyraźnie przed nim rozpostarte. Instynkt podpowiadał mu, że powinien ponownie spojrzeć właśnie na tę walkę. Złączył ze sobą palce swoich dłoni, zamknął oczy, a obrazy znów zaczęły napływać do jego głowy. Początek dobrze przeprowadzonej strategii, pewna śmierć pierwszego członka Akatsuki, z jakim przyszło mu się zmierzyć. Nikt mu wcześniej nie powiedział, że nieśmiertelność można było sobie wymodlić, dopóki Hidan nie spojrzał na nich z pretensją w jak najbardziej żywych oczach, pytając, o co im tak właściwe chodzi. Krew spływała po wbitych w jego ciało ostrzach, a on nawet nie zwrócił na to uwagi. Shikamaru nawiedziła myśl, że w tamtym momencie już wiedział o przegranej, leżącej po stronie Liścia, ale strach nie pozwolił mu tego wymówić na głos. Przeklął cicho, ponownie skupiając się na wspomnieniach. Dopiero po chwili zrozumiał, dlaczego w środku nocy obudził się zlany potem, myśląc o tej walce. Dlaczego przeszedł do salonu, nie zapalając żadnego światła i teraz siedział na twardej podłodze, rozkopując przeszłość.
Kiedy zobaczył przed sobą wspomnienie Hidana, kreślącego krwią znak Jashina, natychmiast dostrzegł powiązanie ze sprawą, którą się aktualnie zajmował.
Na początku wszyscy myśleli, że sierp księżyca wraz z odwróconym krzyżem symbolizował znak wioski. Istniało wiele nacji, o których nie mieli pojęcia i zaczynali to dostrzegać dopiero wtedy, gdy tamte postanowiły się pokazać. Jedne były nowe, drugie uważana za wymarłe, przeważnie żadne z nich pozytywnie nastawione. Drobne rewolucje w innych krajach zdarzały się dosyć często po wojnie. Wioski były osłabione, a zwyczajni cywile przekonani o pokoju, okrywającym cały świat. Porwanie dziecka Hokage również pasowało do wzorca buntu. Motywem mógł również być Kurama, wciąż należący do Naruto.
Przeszukali jednak wszystko. Powysyłali listy do wszystkich sprzymierzonych wiosek, wplątując również je w poszukiwania ukrytej nacji, w nadziei na odnalezienie chociaż zalążka informacji, od której mogliby się odbić i zbliżyć do celu. Po godzinie otrzymali jedynie potwierdzenie rozpoczęcia poszukiwań, przez kolejne kilkadziesiąt panowała cisza. Shikamaru właśnie przez nią powoli skreślał w swojej głowie teorię, o istnieniu ukrytego kraju. Gdyby Konoha działała w pojedynkę, możliwe było, że nie znaleziono by informacji w tak krótkim czasie. Połączone siły shinobi już na wojnie pokazały swoją siłę, kierując się współpracą. Pposzukiwania dawno powinny zakończyć się sukcesem.
Nikt nie pomyślał jednak, że dzieci mogły być porwane nie dla zwrócenia uwagi, czy dla wyciągnięcia okupu. Oczywiście zdarzały się porwania, które miały na celu zdobycie unikalnej mocy poszczególnych osobników, jednak żadne z uprowadzonych jej nie posiadało, co więcej, dwoje z nich nie pochodziło nawet z rodziny shinobi.
Jeśli Shikamaru się nie mylił i w grę, podobnie jak u Hidana, wchodził okultyzm, sprawa przedstawiała się zupełnie inaczej.
 – Dlaczego nie śpisz? – Temari weszła powolnym krokiem do pokoju, przecierając dłońmi oczy i powstrzymując się od ziewnięcia. – Jest druga, a ty nie jesteś wielbicielem zarwanych nocy.
Shikamaru obserwował, jak jego żona szuka czegoś w drobnym kredensie, stojącym przy ścianie. Po chwili trzymała w dłoniach zapałki, po omacku znajdując świece na stole i zapalając je.
– Stres – odpowiedział gładko, nie spuszczając z niej wzroku, chcąc się upewnić, czy taka odpowiedź wystarczy. Temari zmarszczyła brwi, patrząc na niego nieufnie. Nie wystarczyła. Nara nigdy nie był dobry w okłamywaniu akurat jej i chociaż spotkał osoby, które praktycznie dorównywały poziomowi jego inteligencji, to właśnie przy Temari najlepiej mu się myślało. Kiedy mógł wypowiadać swoje myśli na głos i patrzeć, jak ta słucha go z uwagą, odczuwał motywację, by nie zacinać się w połowie zdania, nie znajdując odpowiedzi, ale by tę odpowiedź znaleźć dostatecznie szybko. Inaczej zawsze potrafiła to niezbyt grzecznie skomentować. Westchnął. – Od pewnego czasu w wiosce dzieją się… dziwne rzeczy. Przydzielili mnie do tego, żebym je wytłumaczył.
Tliły się w nim dwie nadzieje. Jedna na to, że Temari zostawi go w spokoju, rozumiejąc, że nie chce mówić więcej.  I rzeczywiście, nie chciał. Wystarczyło już jego zmartwienie, jakie dusił w sobie na myśl o bezpieczeństwie ich syna. Z drugiej strony chciał właśnie jej to wszystko powiedzieć i z nią to przeanalizować.
– Zrobię herbaty. – Odwróciła się, idąc do kuchni, a Shikamaru poczuł, jak zalewa go fala ulgi i trwogi jednocześnie. Zdążył odżałować decyzji Temari kilka razy, zanim wróciła do salonu, niosąc tacę z dwoma kubkami, z których ulatniała się para. Postawiła ją na stoliku, skinieniem głowy, zapraszając Narę, żeby podszedł. – Mów konkretami.
Opowiedział jej o porwaniach, podał też tożsamość dzieci, zaznaczając, że Naruto spędza noc w gabinecie, właśnie przez tę sprawę i nic nie wie o zaginięciu Boruto. Udało im się też przekonać Hinatę, żeby utrzymywała to w tajemnicy, tak długo, jak będzie potrafiła.
– Znasz Naruto – wtrącił z żalem, jakby to Temari chciał przeprosić za niedoinformowanie, a nie we wszystko zamieszanego Hokage. – Rzuciłby się natychmiast na ratunek, nie wiedząc nawet, gdzie i z czym ma do czynienia. Na pewno przewyższa siłą większość shinobi, ale emocjonalne podchodzenie do tej sprawy mogłoby go zabić. Zwłaszcza, jeśli ten znak nie jest symbolem nacji, ale tak jak podejrzewam, przejawem okultyzmu.
– Okultyzmu? – powtórzyła, czekając na dalsze wytłumaczenia.
Shikamaru skinął.
– Coś mi nie pasuje w sposobie, w jakim zostały one zaprezentowane przez porywacza. Głównie mam tutaj na myśli fakt, że użył krwi. I chociaż zostało już potwierdzone, że krew zebrana z każdego pokoju należy do jednej osoby i mogłoby to wykluczyć motyw okultyzmu, wciąż nie mogę przestać myśleć o umiejętnościach byłego członka Akatsuki – Hidana.
Oczy Temari rozbłysły delikatnie w skocznym świetle świecy. Shikamaru nie powiedział jej nigdy sporo na temat śmierci Asumy czy przebiegu walki, głównie przez to, że nie chciał do tego wracać.
– To człowiek, który zabił Asumę? – upewniła się delikatnie, widocznie wyłapując gdzieś ze swojej pamięci jego imię.
– Tak. – Shikamaru ścisnął palcami nasadę swojego nosa, ziewając. Przerwany sen jednak miał na niego wpływ, choć jego myśli odbiegały daleko od spania.  –  Wyznawca religi Jashin, nieśmiertelny. Jego technika polegała na namalowaniu własną krwią symbolu Jashina i wtłoczeniu do organizmu krwi ofiary. Mógł dzięki temu w jakiś sposób się z nią połączyć i zadając sobie ból, zadawał go również przeciwnikowi. Cała koncepcja zostawiania za sobą symbolu malowanego krwią nakłada się z tym, co robił Hidan. Nie wiem jednak, jakie miałoby być działanie tej techniki, a tym bardziej nie mam pojęcia, z jakiej religii mógłby się wywodzić symbol. O ile moja teoria z okultyzmem w ogóle jest słuszna.          
– Jest – oznajmiła od razu Temari.
– Huh? – Shikamaru podniósł brew w zdziwieniu, nie rozumiejąc, skąd u jego żony wzięła się ta pewność.
– Zastanawiając się nad tym – czy twoje przeczucie kiedykolwiek cię zawiodło? Nawet jeśli rozpatrujesz w tej chwili kilkanaście innych opcji, fakt, że akurat ta przykuła tak bardzo twoją uwagę, świadczy o tym, że właśnie tym tropem powinniście pójść. – W oczach Temari widniała determinacja i Nara pomyślał, że dobrze byłoby ją mieć przydzieloną właśnie do tej sprawy, stojącą przy jego boku i patrzącą na niego tym motywującym spojrzeniem. – Daleko ci od idioty, chociaż czasami zdarza ci zachować się jak kompletny bęcwał. Jeśli jednak chodzi o misje, nie zawodzisz, Shikamaru. Powinieneś zaufać swojemu przeczuciu i tym razem.
Shikamaru przyglądał się Temari przez chwilę.
– Może masz rację – przyznał w końcu, drapiąc się w zakłopotaniu po głowie. – Chyba będę musiał zapoznać się z podstawami wielu religii, zanim dojdę do tej właściwej.
– Mogę pomóc, ostatnio udaje mi się wygospodarować trochę wolnego czasu.
– Wolałbym, żeby chociaż jedno z nas nie zajmowało się tą sprawą. Mnie już została przydzielona i to ja będę się tym martwił. Nie jestem też jedyną osobą, która zajmie się poszukiwaniami.
Na twarzy Temari widać było wahanie, ale przytaknęła, dopijając swoją herbatę.
– Powinieneś zapytać Sakury – oznajmiła, odstawiając kubek.
– Dlaczego akurat jej?
– Dużo czyta. – Wzruszyła ramionami, zabierając na tacę również kubek swojego męża. – Zawsze, jak idę do biblioteki i ona jest akurat na zmianie, to siedzi z nosem w książkach. Może gdzieś wyczytała o czymś, co mogłoby wam pomóc zidentyfikować ten symbol.
Shikamaru przytaknął.
– Zapytam.

– Nie powinno się pić w samotności – mówiła do siebie Sakura, otwierając butelkę słodkiego, różowego wina, nie kwapiąc się nawet, żeby znaleźć kieliszek. Chcąc jednak zachować jakikolwiek poziom, postanowiła nie pić prosto z butelki, a z kubka, niedawno opróżnionego z herbaty, który akurat był pod ręką. – I może bym tego nie robiła, gdyby ktoś pokwapił zjawić się na umówione spotkanie.
Sakura nie piła często. Co więcej, była na tyle dużą przeciwniczką porannego kaca, że nawet nie chciała pić, obojętnie jak smaczny i rozgrzewający alkohol potrafił być. Haruno zawsze zważała na konsekwencje swoich zachowań. Zawsze, czyli od dwóch pełnych lat. Teraz, dolewając sobie szczodrze alkoholu, zaczęła poważnie kwestionować swój charakter. Skoro jedna niedotrzymana obietnica Sasuke Uchihy, doprowadziła to tego, że postanowiła odnaleźć dawno zakurzone wino i zakończyć ponad roczną abstynencję, to jak pełne złych decyzji, związanych z jego zachowaniem, musiało być jej życie przed śpiączką. Zakładając, że zależało jej bardziej niż teraz, a teraz i tak oddziaływał na nią mocniej niż powinien. I nie kierowała się tutaj tylko faktem, że dwa razy w tygodniu odwiedzała groby jego rodziców, chociaż do niedawna nie wiedziała, kim ci ludzie byli. Zależało jej bo chciała się z nim spotkać i go poznać, chociaż wszyscy bliscy jej tego odradzali. Zależało jej, bo czekała na niego przez cały dzień, biorąc wolne z pracy i nic nie mówiąc o tym Daisuke. Zależało jej, bo mogła myśleć jedynie o tym, że go zobaczy, kiedy żegnała się z chłopakiem, z którym była od ponad roku. Zależało jej, bo piła teraz to cholerne wino, zamiast zwyczajnie wzruszyć ramionami i iść spać. Zależało, bo dała mu możliwość decyzji, nie naciskała na niego, chociaż doskonale wiedziała, gdzie mieszkał. Dowiedziała się tuż po tym, kiedy przyniósł jej kota i rozpłynął się w powietrzu bez zapłaty. Może porzuciła karierę kunoichi, jednak wciąż miała swoją dumę i zamierzała mu te pieniądze zwrócić. Nie przypuszczała jednak, że spotka go na cmentarzu, wykończonego, ale emanującego siłą, sprawiającą, że poczuła się przy nim mała, słaba i bezbronna. A jednocześnie tak bardzo spragniona jego towarzystwa.
Dopiła kolejny kubek ze skrzywioną miną. Jej myśli skutecznie balansowały słodycz wina. Spojrzała na zegarek. Fakt, że było dopiero kilkanaście minut po drugiej, dał jej do zrozumienia, że wypiła dwa kubki wysoko procentowego alkoholu w krótkim czasie. Przełknęła ślinę, czując jego smak w ustach. Rozchodził się po nerwach, docierając do głowy, a pomysł rodzący się w niej, przyspieszył bicie jej serca.
– Nie powinno się odwiedzać ludzi po drugiej w nocy – powiedziała do siebie w ciemności Sakura, zgarniając klucze ze stolika. – I może bym tego nie robiła, gdyby ktoś pokwapił zjawić się na umówione spotkanie.
Dopiero w połowie drogi, kiedy chłodne powietrze wywiało część alkoholu z jej organizmu i oddechu, zaczęła się wahać. W praktyce, znała go dopiero jeden dzień, w teorii znali się większość życia i to już upoważniało ją do takiego zachowania.
 – Chyba – mruknęła do siebie Sakura. Pocierała swoje ramiona, żałując, że nie wzięła ze sobą płaszcza. Przypominała dobitki nocnego życia Konohy, może nie wyjściowo, ale równie skąpo ubrana, szybkim, jednak trochę niepewnym krokiem wracająca do upragnionego domu. Z tym, że celem jej podróży była osoba, nie budynek. – To jego wina – usprawiedliwiła się, przyspieszając kroku, by nie odzyskiwać już więcej rozumu.
Postanowiła nie pukać w drzwi wejściowe, jak na normalną osobę przystało. O ile normalna osoba przybyłaby do czyjegoś domu tak późno w nocy. Zamiast tego, Sakura stała właśnie na dość obszernym balkonie Sasuke, zaglądając mu do mieszkania przez ogromne okna. Musiała się uważnie przypatrzyć, żeby dostrzec jego ciemne włosy roztrzepane na prawie tak samo ciemnej poduszce. Kiedy jednak ostatecznie dotarł do niej fakt, że w istocie  był to Sasuke Uchiha, natychmiast zastukała w szybę. Chłopak najpierw ruszył się niemrawo, a pościel zsunęła się z jego nagiego torsu, kiedy przeniósł się do pozycji siedzącej. Kontrast między bladością jego skóry a czernią włosów był wprost przeogromny, Sakura uznała, że był nawet bledszy niż Daisuke.
Wspomnienie o nim pociągnęło za sobą palące wyrzuty sumienia i właśnie to powstrzymało ją przed ponownym zastukaniem w szybę, kiedy Sasuke rozglądał się po pokoju, jakby czegoś szukał. Jego dłoń wylądowała na drugiej stronie dwuosobowego łóżka. Przejechał nią po pościeli, jakby sprawdzał, czy aby na pewno nic się pod nią nie kryło. Haruno zmarszczyła brwi, próbując zrozumieć zachowanie Uchihy, jednak przestało mieć ono znaczenie, kiedy jego oczy w końcu spotkały się z jej spojrzeniem. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, jak bardzo tego kontaktu wzrokowego oczekiwała. Przełknęła ślinę, czując, że serce obija się mocno o jej żebra. Nie była pewna, czym dokładnie było to wywołane, ale na pewno część reakcji przypisywała strachowi. Sasuke wstał z łóżka i założył na siebie ubrania, wcześniej starannie złożone na fotelu. Czarna koszulka ze znakiem jego klanu, ciemne spodnie dresowe, w których zwykła osoba nie prezentowałaby się tak schludnie, jak prezentował się Uchiha. Dopiero kiedy skończył zawijać bandaż wokół swojej prawej dłoni, odwrócił się ponownie w jej stronę.  Przez chwilę przyglądał się jej tak samo nieruchomo, jak ona przyglądała się jemu i Sakura miała wrażenie, że trwało wieczność, zanim w końcu ruszył w jej stronę.
Nie zauważyła, że drży, dopóki Sasuke nie otworzył balkonu i nie poczuła ciepła, bijącego z jego mieszkania. Przyjemny dreszcz przebiegł po jej kręgosłupie, na tyle mocny, że nie potrafiła go ukryć. Patrzył na nią z góry, jego tęczówka zbyt ciemna, by mogła w niej dostrzec źrenice, spokojny i nieruchomy, nie licząc wiatru, który delikatnie rozwiewał jego włosy. Były dłuższe niż włosy chłopaka ze zdjęcia, zaczesane na prawo, prawie przysłaniały jego oko z rzadkim kekkei genkai. I chociaż była świadoma, jak wielką moc posiadał Rinnegan, miała ochotę zaczesać te kosmyki do tyłu własnymi dłońmi i przyjrzeć się uważniej osobie, która od tylu godzin nie opuszczała jej myśli.
– Nie przyszedłeś – powiedziała tylko, chociaż na język cisnęło jej się tyle innych słów.
Dostrzegła w jego spojrzeniu wahanie i podświadomie wyczuła, że rzadko można było je u niego zobaczyć.
– Zapomniałem.
Wycofał się do swojego mieszkania, nie zamykając za sobą drzwi, więc Sakura uznała to za zaproszenie. I chociaż smak upokorzenia igrał na jej języku na myśl o tym, że ona o nim zapomnieć nie mogła, nawet jeśli by chciała, to weszła do środka, czując się, jakby wkraczała na teren jej zakazany. Zanim zdążyła głębiej się nad tym zastanowić, dostała czymś miękkim w głowę, tracąc z oczu i Sasuke, i cały pokój. Zdjęła szybko materiał, odruchowo rozpoznając w zdarzeniu niebezpieczeństwo. Okazał się on jednak jednie szarym kocem i Sakura patrzyła się na niego przez chwilę w zastanowieniu, dopóki nie spojrzała ponownie na Sasuke. Przyglądał się jej cały czas z nieodgadnionym wyrazem twarzy, wysoki, wyższy niż Daisuke, blady i tak, tak cholernie interesujący. Zaskoczył ją tym gestem.
– Dziękuję.
 Owinęła się kocem, oczekując, że będzie on przesiąknięty zapachem osobnika, który miał poważne problemy z dotrzymywaniem słowa. Z zawodem stwierdziła, że pachniał nowością.
– Dałem ci go, bo nie zostaniesz tutaj.
– Och – wydusiła z siebie osłupiała, zupełnie nie tak wyobrażając sobie nagłe najście na dom Uchiha. – No tak, ja… – odgarnęła za ucho kosmyk włosów, przeklinając w duchu siebie, na wpół wypite wino, jego, za to, że doprowadził ją do takiego stanu i nagłą odwagę, która się w niej pojawiła pod wpływem promili – przepraszam, nie powinnam.
– Oboje tu nie zostaniemy. – Sasuke zamknął drzwi balkonowe i wszedł głębiej do mieszkania, skinieniem dłoni przekazując jej, żeby poszła za nim. Zrobiła to bez żadnego zastanowienia. – Wygląda na to, że się przydasz.
Wzięła głęboki oddech, podświadomie wiedząc, że powinna być tymi słowami bardziej urażona niż poruszona. Patrzyła, jak zakłada czarny płaszcz i ruszyła za nim ponownie w zimną noc, tym razem mając pachnący nowością koc i źródło wszelkich zmartwień wraz ze sobą.
Szli do jej domu w ciszy. On przodem, doskonale zapamiętując, gdzie Sakura mieszka po zaledwie jednych odwiedzinach. Rozglądał się na różne strony i przy jednym takim obrocie, Haruno dostrzegła wyblakłą malinkę na jego szyi. Jedyne, co powstrzymało ją przed pogrążeniem się w melancholii była słabo wyczuwalna czakra, ciągnąca się za nimi jak cień. Sakure zastanawiało, czy Sasuke wiedział, że był obserwowany. Biorąc jednak pod uwagę wszystkie opinie, jakie zdążyła usłyszeć o jego zdolnościach oraz ciągłą czujność, jaką zawsze się przy niej wykazywał, musiał wyczuwać obecność obcego shinobi. Haruno szybko zrozumiała, że nie atakował tylko dlatego, że nie miał ku temu powodu. Naruto widocznie chciał mieć byłego więźnia pod tymczasową obserwacją i Uchiha najwyraźniej był tego świadomy.
W zamieszkiwanej przez Sakure okolicy było dużo spokojniej. Noc zdążyła już dawno pogrążyć sąsiadów we śnie i nawet Haruno zaczęła robić się senna, nawet jeśli właśnie otwierała drzwi do swojego domu, czując za sobą obecność Sasuke Uchihy. Weszli do środka on mniej skrępowany niż ona, od razu odnalazł salon, wziął do ręki na wpół wypite przez Sakurę wino, przysunął szyjkę pod swój nos, odstawił na miejsce i spojrzał przez ramię na dziewczynę.
– To wiele wyjaśnia – powiedział tonem, przez który Sakura miała ochotę równocześnie przepraszać i wylać na niego resztę wszystko wyjaśniającego wina. – Co robiłaś na moim balkonie w środku nocy?
Trzeźwe myśli skuteczniej już tłoczyły drogę do jej świadomości.
– Dlaczego nie zjawiłeś się na spotkanie? I czemu tak właściwie musieliśmy przejść przez połowę wioski, żeby przyjść do mnie? Dlaczego zachowujesz się, jakbyś był pewny, że cię posłucham?
– Bo zawsze mnie słuchałaś. – Sasuke podszedł do regału obok i otworzył go, jakby czegoś szukał i wiedział, gdzie dokładnie się to znajdowało. Natrafił jednak na ułożone alfabetycznie książki medyczne, do których Sakura nie zaglądała od lat.
– Cóż, jakbyś nie zauważył, wiele się zmieniło – powiedziała obronnym tonem, krzyżując ręce na piersiach, próbując nadać sobie wygląd wyższej, większej i pewniejszej swoich słów. Sam fakt, że pozwalała mu grzebać w swoich rzeczach, nie czynił jej specjalnie groźną w jego oczach.
– A jednak przyszłaś do mnie i nie zaprotestowałaś słowem, kiedy tu szliśmy. – Sasuke otworzył kolejną szafkę i znów zamknął ją z westchnieniem.
– Przepraszam bardzo, czy mógłbyś przestać?
– Co dokładnie?
– Zachowywać się jak całkowity buc. – Sasuke przeszedł do połączonej z salonem kuchni, otwierając szafki. – Grzebanie w moich rzeczach się do tego zalicza. Czego tak właściwie szukasz?
– Nie lubię wina – odpowiedział, zerkając na nią ukradkiem. – Na trzeźwo tej rozmowy z tobą nie przeprowadzę.
– Jakiej rozmowy?
– Daj mi whisky, to się dowiesz. 
Sakura wstrzymała oddech, bo Sasuke wypowiadając te słowa zakończył przeszukiwanie jej kuchni i podszedł bliżej, wysoki i poważny. Kontakt wzrokowy uciszył jej wewnętrzny bunt, a nawet jeśli nie on, to ciekawość i tak przejęłaby nad nim kontrolę.  Wreszcie miała możliwość dowiedzenia się o nim więcej. I chociaż patrząc w jego oczy – delikatnie lśniącą czerń i przykryty po części fiolet – odczuwała niezidentyfikowane przerażenie, to inne emocje były o wiele głośniejsze i wszystkie one sprawiały, że pragnęła zedrzeć tajemnicę z Sasuke Uchihy, obojętnie jak straszna miała się ona okazać.
Pewnie dlatego otworzyła bardzo drogą i bardzo należąca do Daisuke butelkę whisky, wyjęła ciężkie szkło z szafki w kuchni i nalała szczodrze swojemu nocnemu gościowi, dosypując nawet kilka kostek lodu. Uchiha nie kwapił się z sączeniem drinka, wychylił całość od razu, gestem dając Sakurze do zrozumienia, by nalała więcej.
Patrząc jak bierze pełną szklankę i siada wraz z nią w fotelu, sama wzięła pusty kubek w obie dłonie, patrzą na jego dno w zastanowieniu. Po chwili dolała do niego wina, siadając na drewnianym krześle. Podkuliła pod siebie nogi, stawiając kubek na swoich kolanach. Zamoczyła górną wargę w słodkim winie, sącząc je powoli jak wystygłą herbatę. Sasuke przyglądał jej się przez chwilę, biorąc łyk swojego trunku, po czym rzucił, trzymanymi przez siebie słowami, prosto w twarz Sakury:
– Potrzebuję cię.
Zaprzestała siorbania i na chwilę też oddychania, więc kiedy się odezwała, jej głos był zachrypnięty.
– Słucham? – Miała ochotę odpowiedzieć, że ona też go potrzebuje, bardziej niż potrzebowała kogokolwiek kiedykolwiek, ale dystans w jego oczach powstrzymał ją przed tak wylewnymi wyznaniami. – Co masz na myśli?
Twarz Sasuke pozostawała niewzruszona.
– Twoja obecność pozwala mi myśleć – zaczął tłumaczyć, jakby te słowa miały cokolwiek wyjaśnić. – Nie wiem, na czym dokładnie to polega. Możliwe, że ma to coś wspólnego z twoją amnezją. W każdym razie… – wziął spory łyk whisky, nie dając jednak po sobie poznać, że zrobiło to na nim jakiekolwiek wrażenie – potrzebuję twojej obecności. Jak najwięcej jej, najlepiej nieprzerwanie. Przestaję ufać swojemu… zachowaniu, a patrząc na ciebie, patrzę na siebie z dystansem.
Sakura stukała dwoma palcami wskazującymi w kubek, widząc delikatnie drgania na malutkiej tafli, stworzonej z różowego wina. Gorąco zalewało jej twarz, czuła mrowienie w całym ciele i ucisk w gardle. Miała wrażenie, że jeśli podniesie na niego wzrok, to się udusi, przez to, że będzie on w stanie wyczytać z jej oczu każdą emocję. Napiła się.
– I czego dokładnie ode mnie oczekujesz?
– Tak jak powiedziałem wcześniej – obecności.
– I wszystko przez to, że wydaje ci się, że coś jest z tobą nie tak.
Czuła, że Sasuke się niecierpliwi, chociaż wzrok wciąż miała skierowany w dół. Odważniej przechyliła kubek z winem, pijąc więcej i pewniej. Postanowiła wypić na tyle dużo, by znów mieć odwagę na niego spojrzeć.
– Wiem, że coś jest ze mną nie tak. Nie wiem tylko, jaki jest końcowy cel, ale nie sądzę, żeby w tym wszystkim chodziło tylko o mnie. Potrzebuję kogoś, kto będzie mnie przywracał do świadomości.
Sakura spojrzała na niego. Świt powoli rozganiał ciemną noc, przez co mogła dokładniej przyjrzeć się Sasuke. Odstawił już szklankę z whisky, dłonie położył na podłokietnikach, plecami naparł na oparcie, głowę jednak wciąż miał przechyloną pod delikatnym kątem, patrząc na nią uważnie, normalnie pewnie zmuszając ją do odwrócenia wzroku. Tym razem Sakura chciała go widzieć. Przeniosła spojrzenie na jego szyję, próbując dostrzec z tej odległości wyblakłą malinkę, ale nawet delikatnie rozrzedzona ciemność jej na to nie pozwalała. Pomyślała, że powinna myśleć o Daisuke.
– Mam warunek – oznajmiła wciąż zachrypniętym głosem, wstając ze swojego miejsca i idąc w jego stronę. Byli sami w ciszy, ogarniającej jej salon, tylko ledwo słyszalny tupot jej stóp, kiedy szła w jego kierunku. Siedział na jej fotelu niewzruszony i piękny, tak nierealistyczny, że musiała go dotknąć. Usiadła na nim, odgarniając jedną ręką jego włosy, czując chłód jego skóry pod palcami i zapach, od którego galopowało jej serce, ale którego nie mogła umieścić nigdzie w pamięci. Nie znalazła w jego oczach ani protestu ani zachęty, on sam nawet nie drgnął, kiedy odnalazła wyblakła malinkę i przycisnęła do niej usta, czując niechęć do osoby, która zrobiła to przed nią. Nie posunęła się dalej, chociaż otrzymała z jego strony w końcu jakąś reakcję. Położył dłoń na jej udzie, drugą zacisnął na talii. Chociaż myślała, że przyciągnie ją bliżej i nie będzie musiała już nic więcej mówić, poczuła jak odpycha ją od siebie. Delikatnie, ale stanowczo, na tyle stanowczo, że Sakura od razu wstała, czując zażenowanie na końcu języka. Szybko uświadomiła sobie, że Sasuke i tak pozwolił jej na dużo. Gdyby nic od niej nie chciał, odepchnąłby ją od razu. Teraz stał przed nią, nie uciekł, nie odezwał się słowem. Jedynie delikatnie dał jej do zrozumienia, żeby z niego wstała. Mokry, czerwony ślad na jego szyi, nie był wytworem jej wyobraźni. Wciąż istniała szansa, że chciał ją chociaż w połowie tak, jak ona chciała jego. Spojrzała na niego, oczami przeszklonymi, ale pełnymi wyzwania. – Pocałuj mnie.


~

Mam tak dosyć tego rozdziału już, że hit. XD
Ale to dobrze, szybko przejdę do następnego.
Tak wim, nie ma kota. Ale jeszcze się pojawi, nie bój żaby.
Hope u enjoyed! Pozderki!

Mini uptade:
Zrobiłam sobie filmik <
Czyli produktywne najdłuższe wakacje w życiu. Bylam ogólnie zawiedziona bardzo, że nikt nie zrobił AMV z piosenką Kodaline "Brother" do Sasuke i Narto, bo tak jakby to, damn, ona jest dla nich idealna. Więc zrobiłam to AMV sama, dla siebie, ale się dziele, bo jestem nawet z niego zadowolona. :D
(BARDZO mnie to bawi:

)
LAYOUT BY OKEYLA